wtorek, 26 kwietnia 2016

Plany na przyszłość?


Ostatnimi czasy dość sporo rozmyślam o tym co będzie dalej z moją edukacją itp.
Wiem na pewno, że chcę iść do liceum, na profil upatrzyłam sobie klasę matematyczno - językową z rozszerzoną geografią, bo w sumie żadna inna nie spełnia moich oczekiwań.
Przez dłuższy czas, a mianowicie jakieś dwa lata, byłam przekonana, że chcę iść w kierunku turystyki.
Podobał mi się ten plan, ale do głowy przyszedł mi kolejny pomysł.
Razem z klasą byliśmy na dniu otwartym w jednej ze szkół średnich, gdzie wśród wszystkich pokazów najbardziej urzekł mnie jeden profil... hotelarstwo.



Zastanawiałam się całkiem poważnie nad tym technikum, ale doszłam do wniosku, że jest to zbyt pochopna decyzja.
Sądzę, że przez te trzy lata liceum (o ile się dostanę, hehe) będę stopniowo dojrzewać do podjęcia decyzji odnośnie swojej PRZYSZŁOŚCI.
Brałam pod uwagę naprawdę wszelkie opcje, zaczęło się od psychologii, przez anglistykę, politechnikę, aż w końcu wylądowałam tu... na szarym końcu, z którego mogę powiedzieć Wam jedynie tyle, że nic mi nie pasuje!
Normalnie bym się tak nie przejmowała tym wszystkim, gdyby nie presja otoczenia: "Nasza szkoła jest najlepsza!", "Chodźcie do liceum!", "Technikum jest lepsze, po liceum nic nie macie!"
I te myśli narastające w głowie: "A co jeśli nie zdasz matury?", "A co jeśli nie będziesz potrafiła się wziąć w garść i dalej nie będziesz się uczyć?"...
Wiem, wiem, pewnie każda/y z Was powie mi, żebym się nie przejmowała, że mam na to czas, ale czasem lubię sobie o tym pomyśleć...
Wyobrażam sobie siebie za dwadzieścia lat i widzę siebie w domu przed laptopem z depresyjną muzyką w tle.
Mało pocieszająca perspektywa, prawda?
Chcę wszystko dokładnie przemyśleć, na starość chcę powiedzieć sobie, że podjęłam dobre decyzje, a nie rozpaczać, że wszystko mogłam zrobić inaczej.
A ja głupia, kiedy miałam jakieś osiem lat, mówiłam sobie, że chcę już być w gimnazjum... prawie już wyszłam z gimnazjum i co z tego?...



poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Egzaminy...

Wiem, wiem, długo mnie tu nie było.
Tydzień chorowałam i ciągle leżałam w łóżku, a przez cały następny próbowałam jakoś wszystko ogarnąć i nadrobić chociaż część zaległości.
Dzisiaj zaczęły się egzaminy...
Część humanistyczna już za mną.
Jutro przyrodnicze i matematyka.
W niedzielę strasznie się stresowałam, ale w sumie już mi przeszło.
Część humanistyczna, a głównie wypracowanie, jest dla mnie najtrudniejsze, więc teraz już z górki.
Jeszcze do tego w nocy nie mogłam spać...
Chcę mieć już te testy za sobą.
Do tego wszystkiego w piątek byłam na szczepieniu i wciąż jestem osłabiona.
Ciągle gorączkuję, łamie mnie w kościach, a ból gardła nie daje mi normalnie funkcjonować.
Oby jutro było lepiej.
W sumie to trochę zależy mi na wynikach, nie tylko ze względu na szkołę, ale chcę dobrze napisać dla samej siebie.
Więc... życzcie mi powodzenia, a ja nie dziękuję!

Wreszcie mamy wiosnę...