wtorek, 30 sierpnia 2016

English Matters nr 60


Nadeszła pora na recenzję magazynu English Matters na wrzesień / październik,  zapraszam. :)


W tym numerze znajdziemy artykuły takie jak:
- premier Kanady: Justin Trudeau - Canadian Star
- kilka słów na temat zakupoholizmu: Can't Buy Me Love
- aborcja, czyli temat, który wzbudza wiele emocji: Abortion Hot Potato - from Past to Present
- wywiad z trenerem życia: To Live or to Flourish?
- powody, dla których warto odwiedzić Australię: Australia. Will Once in a Lifetime Be Enough?


Zanim przejdę do artykułów, chciałabym powiedzieć co nieco na temat szaty graficznej magazynu. Uwielbiam przejrzyste magazyny, nie cierpię kiedy gazeta jest przepełniona milionem zdjęć, które nie są ani ładne, ani potrzebne, więc pod tym względem English Matters idealnie wpasował się w mój gust! Większość stron jest białej barwy, magazyny posiadają ilustracje, jednak są one tak dobrze dobrane, nie jest nimi przepełniona gazeta, bo w końcu treść powinna odgrywać pierwsze skrzypce, prawda? Design jest tak przejrzysty, że moja dusza raduje się samym patrzeniem na daną stronę.


Niestety muszę przyznać, że tematy artykułów słabo wpasowały się w mój gust. Najlepszymi artykułami według mnie były: London Actually i Australia. Will Once in a Lifetime Be Enough? Dlaczego? Jeśli chodzi o pierwszy, to tylko i wyłącznie dlatego, że wszystko co jest związane z Londynem mnie niesamowicie ciekawi. :D A drugi? Uwielbiam także wszystko co jest związane z podróżami, a w tym artykule oczami wyobraźni mogłam pozwiedzać Australię. :)


Dość ciekawy jest artykuł Holidays with Uncle Sam, w którym dowiemy się skąd wzięły się najważniejsze amerykańskie święta oraz jak wyglądają ich obchody.
W gramatycznej części magazynu znajdziemy artykuł A Night Out, który ma za zadanie zaznajomić nas z zwrotami przydatnymi podczas różnych imprez.


Wypróbowałam również opcji odtwarzania artykułów (niestety nie jest ona dostępna przy każdym, jedynie przy wybranych) i nawet mi się to spodobało, bo nie dość, że uczę się j. angielskiego to od razu opanowuję wymowę wyrazów, których wcześniej nie znałam. :)

Reasumując, ten numer wypadł słabo w moich oczach. Było kilka artykułów, które przykuły moją uwagę, jednak większość nie wywarła na mnie większego zainteresowania. Na szczęście trochę rekompensuje mi to szata graficzna, która, że się powtórzę, jest przejrzysta i cieszy moją duszę. :D Mam nadzieję, że kolejne numery będą lepsze, ponieważ magazyny English Matters stały się jednym z moich ulubionych sposobów na naukę. :)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Anthony Bozza, Saul Hudson - "Slash"



Autorzy: Anthony Bozza, Saul Hudson
Tytuł: Slash
Wydawnictwo: Kagra
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 484 + 16 w kolorze

















"Jeden z największych rockowych gitarzystów naszych czasów oddaje w Wasze ręce pamiętnik, który redefiniuje pojęcie "sex, drugs and rock'n'roll".

Po raz pierwszy Slash opowiada tu historię, której od środka nikt z nas dotąd nie znał: jak powołano do życia legendarną grupę Guns N’ Roses, jak tworzyli muzykę, która zdefiniowała nasze czasy, jak udało im się przeżyć szalone, niekończące się trasy, jak ocalili samych siebie i, wreszcie, jak wszystko to legło w gruzach. Slash daje nam możliwość przyjrzenia się życiu słynącego ze skrytości gitarzysty, zabierając nas w niebezpieczną podróż przez historię jednej z najwspanialszych instytucji w dziejach rock’n’rolla, zawsze na krawędzi samozagłady, nawet w chwilach największych triumfów, gdy świat był u ich stóp. Slash jest dokładnie taki jak Slash: zabawny, szczery, pomysłowy, inspirujący, zaskakujący i... jednym słowem – niepohamowany."

Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów: 1) uwielbiam Slasha, 2) uwielbiam biografie. Od dość długiego czasu podziwiam go jako osobę, ale tak naprawdę mało wiedziałam o jego życiu poza Guns N' Roses i Velvet Revolver. Kiedy dowiedziałam się, że on w ogóle wydał autobiografię byłam w niebie! A jakie są moje wrażenia po lekturze?

Wydarzenia z pamiętnika Saula wydają się być w niektórych momentach naprawdę przesadzone, ale jak sam autor mówi (widać to nawet na okładce) to najprawdziwsza prawda. Wydaje mi się, że jest to najlepsza pozycja, która mówi o Guns N' Roses, ale nie tylko, bo przecież to nie zespół jest głównym tematem książki. Slash był osobą, która nie stroniła od alkoholu, narkotyków etc. Przez te wszystkie lata nadużywania jego organizm się zbuntował. Kiedy trafił do szpitala, lekarze powiedzieli, że zostało mu niewiele czasu. Miał wtedy 35 lat i wszczepiono mu rozrusznik serca. Jak widać dalej żyje i trzyma się całkiem nieźle. :)

Kiedy miał osiem lat jego rodzice się rozstali. Krążył od matki do ojca, od ojca do babci, od babci do matki i tak w kółko... Szczerze nie spodziewałam się, że właśnie takie było jego dzieciństwo. W wieku kilkunastu lat poznał Stevena Adlera, który przyczynił się do tego, że Slash jest teraz gitarzystą (i to jakim dobrym!).

Slash opowiada o swoich początkach związanych z muzyką. Wspomina spotkanie z Axl'em, który pewnego dnia zaproponował mu wspólne granie. Opowiada o swojej codzienności muzyka, o koncertach, które dawały mu dużo pozytywnej energii i o tym jak wraz z resztą zespołu wspięli się na sam szczyt. Jeśli chodzi o wątek Axla w tej książce, to Saul nie mówi zbyt wiele, co nieco mnie zawiodło, ponieważ sądziłam, że może gdzieś dowiem się całej prawdy (pewnie wszyscy fani tego zespołu tak myśleli), ale jest to decyzja Slasha, którą w zupełności szanuję. Książka krąży głównie wokół samego Saula, nie wypowiada się zbyt często o swoich przyjaciołach, rodzinie, jedynie wspomina o nich co jakiś czas. Jest mnóstwo fragmentów, w których Slash pisze o swoich problemach z narkotykami, odwykach, skutkach odstawienia, o swoich alkoholizmie, o tym, że bez drinka z rana ciężko mu było funkcjonować.

Jest przez wielu uważany za legendę. Dla fanów Gunsów jak i samego Slasha jest to obowiązkowa lektura. Domyślam się, że wiele osób stwierdzi, że to nie jest książka dla nich, bo nie znają człowieka i po co mają to czytać, ale ja się z tym nie zgadzam. Ja uwielbiam czytać biografie dla samego poznania życia danej osoby, żeby zobaczyć jej drogę wspinania się na szczyt, zdobywania sławy. Jednak są osoby, które w ogóle za takim rodzajem literatury nie przepadają i niestety nic z tym nie zrobię. :)

Cytaty:

Nie można czekać aż los ofiaruje ci to, na co zasługujesz, i nawet jeśli sądzisz, że ci się to należy, musisz na to zapracować.

Czasami prawda, którą masz przed oczami wydaje się tak pozbawiona sensu, że ciężko ją dostrzec.

Kilka lat wcześniej upomnienia te przyjąłem z wdzięcznością. Widziałem je takimi, jakie są. Dziwnymi chwilami poza czasem, które zawierają w sobie z trudem zdobyta mądrość życia.

Niecierpliwość to kapryśny mechanizm, może doprowadzić do celu lub sprowadzić klęskę, czasami wybór nie należy do ciebie. Za każdym razem, gdy zyskiwaliśmy nieco spokoju ducha, ta sama niecierpliwość, która napędzała nasz sukces, groziła zniszczeniem wszystkiego, co udało nam się osiągnąć.

Wszystko co wysyłasz w świat, wraca do ciebie w ten czy inny sposób. To może być dziś, jutro lub za kilka lat, ale na pewno się stanie, zazwyczaj w najmniej oczekiwanym momencie.

Moja ocena: 8/10

niedziela, 21 sierpnia 2016

Przesyłki od Colorful Media!



Podczas gdy byłam na obozie przyszła do mnie paczuszka. A co w niej? Pięć magazynów, które szczególnie mnie zainteresowały. Jeszcze nie miałam tak naprawdę czasu, żeby poczytać artykuły.


Wśród moich wyborów znalazł się jeden numer po francusku. Dlaczego? Zaciekawiły mnie artykuły. Ten jeden magazyn wzięłam nie dla tego, żeby nauczyć się języka, tylko żeby sobie poprzeglądać. :D W szkole raczej tego języka się uczyć nie będę, ale kto wie, może mi się spodoba i będę uczyć się sama.


Najbardziej zależało mi na English Matters: Straight From The Blogs i po ten numer sięgnęłam od razu po otworzeniu paczki. :D


English Matters: Travel Smart było moim drugim wyborem.


Pozostałe dwa magazyny wzięłam ze względu na to, żeby poduczyć się języka.



Design bardzo mi przypadł do gustu - jest przejrzysty i przyjemnie mi się patrzy na poszczególne strony.


Kilka dni temu przyszła do mnie kolejna przesyłka. W niej zaś znajdował się English Matters nr 60. Sądzę, że możecie szykować się na recenzję tej gazety. :D


sobota, 13 sierpnia 2016

Obóz sportowy

Hej!
Chciałam dzisiaj zrobić taką krótką relację z obozu sportowego, niestety nie mam wielu zdjęć, ale jakoś to będzie. :)

Ale w sumie o co chodzi w tym obozie?
Od bodajże sześciu lat moje gimnazjum w Ciepłowodach współpracuje z Bautzen i Kulsheim.
Polega to na tym, że każdego roku grupy z tych trzech miejscowości spotykają się w jednej z nich.
W tym roku byliśmy w Ciepłowodach (byłam też rok temu na obozie w Kulsheim i zamierzam w przyszłym roku wybrać się do Bautzen).
Organizowane są przeróżne wyjazdy, ale poza tym obóz opiera się głównie na integracji podczas uprawiania sportu.
Zintegrowanie się jest trudne już ze względu na samą barierę językową, ale różnica wieku tego nie ułatwia.
Na obóz jeżdżą osoby od ok. 15 roku życia do nawet 28 (o ile dobrze pamiętam).

Jak obóz wyglądał w tym roku?
Musieliśmy być na miejscu o godzinie 16, rozpakowaliśmy się itd. i czekaliśmy na Niemców.
Przyjechali ok. 18, ale byli tak zmęczeni, że później tylko kilka osób przyszło pograć w siatkówkę.

W niedzielę pojechaliśmy na kąpielisko Stara Morawa w Stroniu Śląskim.
Niestety zmyliśmy się stamtąd jakieś dwie godziny wcześniej, ponieważ pogoda spłatała nam figla i lunęło deszczem.
Po powrocie jak zwykle czas wolny (czyt. róbta co chceta) - siatkówka, piłka nożna itd.
Musieliśmy również zaprezentować swój taniec - padło na poloneza.
Najpierw zatańczyliśmy tylko grupą polską, następnie z Niemcami.
Zauważyłam, że spodobało im się, ponieważ chcieli zatańczyć drugi raz. :D
Oni również mieli przygotowanie jakieś swoje tańce, później graliśmy w siatkówkę.

Pierwszego dnia sierpnia zostaliśmy na terenie Ciepłowód.
Odbył się turniej siatkówki - podzieliliśmy się na cztery drużyny ze składami mieszanymi.
Następnie w tych samych drużynach wyruszyliśmy na "spacer" po Ciepłowodach.
Polegało to na tym, że każda drużyna miała mapkę miejscowości i drugą kartkę z zadaniami.
Musieliśmy chodzić i szukać odpowiedzi na pytania (pomniki, tablice upamiętniające itd.).
Po powrocie zostały podliczone wszystkie punkty i wręczone nagrody.
Później oczywiście czas wolny.

We wtorek pojechaliśmy do Ząbkowic Śląskich na spotkanie ze starostą powiatu.
Następnie ruszyliśmy do Wrocławia.
Gdy dotarliśmy na Stare Miasto ogłoszono nam wolny czas.
Każdy poszedł w swoją stronę - do KFC, na zakupy itd.
Mieliśmy iść również do Ogrodu Japońskiego, ale nie wyrobiliśmy z czasem.
Później trzy godziny w Aquaparku i do Ciepłowód.
Czas wolny of course.

Trzeciego sierpnia wyruszyliśmy do Karłowa, Park Narodowy Gór Stołowych - "Błędne Skały".
Podobało mi się, ale byłam tam już trzeci raz, więc nie była to nowość.
Pierwszy raz byłam tam z przewodnikiem, ale to i tak nic nie zmieniło.
Po powrocie róbta co chceta.










Następnego dnia wyruszyliśmy na spływ pontonowy do Barda.
Byłam strasznie zmęczona tym ciągłym wiosłowaniem, ale mimo to podobało mi się.
Miało być ognisko, ale pogoda do tego nie zachęcała, bo było upalnie, więc mieliśmy zafundowany posiłek po spływie i powrót do Ciepłowód!

Ostatniego dnia obozu pojechaliśmy do Złotego Stoku do kopalni.
Było całkiem fajnie, ale spodziewałam się czegoś lepszego.
Później park linowy.
Ja sobie odpuściłam, bo się boję takich rzeczy.
Tym razem też ognisko nie wypaliło.
Po powrocie mieliśmy wieczorek pożegnalny.
Dostaliśmy pamiątki i oglądaliśmy zdjęcia z całego obozu.
Później poszliśmy na halę sportową jeszcze raz zatańczyć poloneza itd.
Następnie graliśmy w siatkówkę i ogólnie siedzieliśmy na hali jakoś bodajże do trzeciej w nocy, aż się w końcu towarzystwo rozeszło. :)







Rano, ok. dziewiątej Niemcy wyruszyli w drogę powrotną, pożegnaliśmy się z nimi i stwierdziliśmy, że chcemy się spotkać za rok w Budziszynie.
To był dość smutny dzień.

Podsumowując, obóz będę bardzo miło wspominać.
Porównując ten rok z poprzednim było jak dla mnie lepiej.
Jak co roku pojawiło się kilka nowych osób, ale mimo to bardzo szybko się ze sobą zapoznaliśmy.
Najgorszy był ten pierwszy dzień, bo nie mogliśmy się dogadać, później poszło z górki. :)
Nawiązałam mnóstwo wspaniałych znajomości i mam nadzieję, że szybko nam się kontakt nie urwie.
Nie wiem jak to będzie z wyjazdem za rok, bo to nie zależy tylko od tego, że my chcemy jechać, jest to głównie decyzja pani dyrektor.
Mimo wszystko, będę się bardzo starać, żeby jechać, bo te obozy to wspaniałe wspomnienia. :)