poniedziałek, 28 listopada 2016

Love yourself



Dzisiaj chciałam poruszyć pewien temat. Mianowicie mam na myśli samoocenę. Nienawidzę wręcz, kiedy ludzie mówią, że np. są brzydcy, że nikogo sobie nigdy nie znajdą, że to, tamto, siamto. Niektórzy na pewno robią to tylko i wyłącznie dlatego, żeby ktoś specjalnie zaprzeczył, bo chcą się w ten sposób dowartościować, ale nie o tym chcę mówić. Część osób ma naprawdę tak słabą samoocenę, co ja doskonale rozumiem. Sama jeszcze kilka lat temu byłam bardzo zamknięta w sobie, nie chciałam wychodzić przed szereg, bo widziałam w sobie same wady i myślałam, że jak powiem coś głośno, od razu każdy zacznie mnie krytykować nie tylko za mój wygląd, ale głównie za mój sposób bycia, za moje poglądy. Ale wiecie co? To się zmieniło i w sumie sama nie wiem dokładnie w jaki sposób. Jakoś stopniowo zmieniałam swoje myślenie, nastawienie do samej siebie, nauczyłam się kochać siebie taką jaka jestem i żyje mi się tak o wiele łatwiej. Tym bardziej drażni mnie to, kiedy ktoś mi jęczy jaki jest beznadziejny, bo przecież skoro ja potrafiłam zmienić swoją opinię na mój temat, to każdy to potrafi, a użalając się nad sobą tylko sam siebie blokuje! Czasami znajomi mówią nawet, że jestem narcyzem hahaha, ale wiecie co? Lepsze to, niż brak wiary w siebie, w swoje możliwości, bo w parze z tym idzie brak otwartości na nowe znajomości, strach przed odrzuceniem, po prostu nie jesteśmy w stanie uwierzyć w to, że ktoś może nas pokochać za to, że jesteśmy sobą. Oczywiście, że powinniśmy być świadomi swoich wad, ale powinniśmy albo z nimi walczyć, albo je zaakceptować. Nie oszukujmy się, przecież nikt nie jest idealny.

A jak jest z Waszą samooceną?

PS. Wstawię kilka moich selfies, żeby nie było tak pusto. xD






wtorek, 22 listopada 2016

Rihito Takarai, Venio Tachibana - "Seven Days: Monday-Thursday"

Autorzy: Rihito Takarai, Venio Tachibana
Tytuł: Seven Days: Monday-Thursday
Cykl: Seven Days (tom 1)
Seria: Boys Love
Wydawnictwo: Kotori
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 168













"Shino znany jest z tego, że mówi to, co mu ślina na język przyniesie.  Dziewczęta doceniają jego urodę i chętnie się z nim umawiają, lecz przy bliższym poznaniu czar pryska.  Przypadkiem Shino dowiaduje się, że Seiryou Touji, uczeń tej samej szkoły, w każdą niedzielę kończy kolejny związek, a pierwsza osoba, która w poniedziałek go o to poprosi, zaczyna z nim chodzić.  Zaintrygowany Shino postanawia sprawdzić, ile jest w tym prawdy."

Przeczytałam tą mangę w sumie przez przypadek, koleżanka się zapytała czy chcę przeczytać, więc po prostu pożyczyłam. :)

Seryou znany jest z tego, że w każdą niedzielę kończy związek z dziewczyną, a w poniedziałek zaczyna chodzić z każdą, która go o to poprosi. W pewien poniedziałek Shino rzuca propozycję chodzenia Seryou… Seryou i Shino pewnego razu zaczynają się spotykać. Tak całkiem serio. 

To właśnie bohaterowie i rodzące się między nimi uczucie stanowią najmocniejszą stroną tej mangi. Yuzuru nie jest kolejną zapatrzoną w Seryou jak w obrazek dziewczyną. Najistotniejsze jest jednak to, że we wszystkich swoich działaniach Yuzuru jest szczery, bezpośredni i nikogo nie udaje, co widać chociażby po kilku scenach zazdrości, których sam się po sobie nie spodziewał, czy zwyczajnych, spontanicznych działaniach. Zdecydowanie przepadam za takimi historiami pokazującymi siłę uczuć.

Lubię sobie raz na jakiś czas przeczytać mangę BL, to taka fajna odskocznia, od tych wszystkich historii o przystojnym mężczyźnie i prześliczniej dziewczynie, którzy mimo wszystko starają się być razem. Już na samym początku mangi byłam zaskoczona, sama nie wiem czym, chyba po prostu tym jak ta historia się rozpoczyna i przeczytałam z wielkim uśmiechem na ustach cały tom jednym tchem. :)

Co do strony graficznej, to może nie jestem oczarowana, ale kreska jest jak najbardziej przyjemna dla oka.

Cytaty:

- Dzień dobry.
- Zginiesz marnie za obudzenie mnie o takiej barbarzyńskiej godzinie.

Jak ocenić, czy ktoś się nam podoba? Facetom wystarczy spojrzenie na twarz... potem na nogi... w końcu na piersi. Czy naprawdę tylko to ma znaczenie?
(W tle: -Ale z niego ciacho!
- Hihi, no nie?!)
Ocenianie po wyglądzie chyba leży w ludzkiej naturze. Dzoewczyny wcale nie są inne. Nikt nie dba o to, co jest niewidoczne dla oczu. Choćby serce. Im nie podobam się "ja". Im podoba się ich wyobrażenie o mnie...

Powiem ci w tajemnicy... że lubię być trzymany na krótkiej smyczy.

Moja ocena: 7/10

piątek, 18 listopada 2016

Lekcja w-f w szkołach


Głównym założeniem lekcji wychowania fizycznego jest to, aby utrzymać, bądź nawet poprawić sprawność fizyczną wszystkich uczniów. Jak się to ma w praktyce? Wiele zależy od nauczyciela. Ja przez cały swój okres szkolny spotykam dość wyluzowanych nauczycieli, jednak wiem, że nie wszyscy tacy są. Część nauczycieli potrafi dać uczniom w kość przez te 45 minut. Moje lekcje wyglądają mniej więcej na tym, że mamy albo odbijać sobie piłkę, albo rzucać do kosza, ćwiczyć podania itp., czyli zwykłe, nudne czynności. Może to i źle, jednak wydaje mi się, że cel tych lekcji jest trochę inny, może jednak jest to efekt uboczny tego przedmiotu. O czym mówię? Wydaje mi się, że głównym celem tego przedmiotu jest zintegrowanie się klasy, nie mam racji? To przecież właśnie na tej lekcji najczęściej pracujemy w zespole, ostrzegamy się przed nadlatującymi piłkami, czerpiemy radość ze wspólnego czasu. Jest to bardzo proste, ale jak efektowne! Jednak niektórych nawet ciężko zmusić do integracji na lekcji w-f, ale są to pojedyncze przypadki, które... nie wiem, aż tak bardzo nie chcą przebrać się w ten głupi strój sportowy i spędzisz chociaż godzinę na nie siedzeniu w jednym miejscu? Jestem aktualnie w pierwszej klasie, w nowej szkole, więc wydaje mi się, że to co piszę jest zgodne z prawdą. To właśnie na lekcjach wychowania fizycznego rozmawia się z ludźmi z klasy, z którym wcześniej nie było nawet o czym rozmawiać. Pomocne jest wzięcie zwykłej piłki do siatkówki, stanięcie naprzeciwko siebie, odbijanie, a w trakcie tego odbijania troszkę się pośmiejemy razem z własnych błędów, w międzyczasie nawiąże się rozmowa... Nigdy wcześniej tak o tym przedmiocie nie myślałam, była to dla mnie jedynie ucieczka od nauki, chwila na odpoczynek umysłowy, jednak dotarło do mnie, jak duży wpływ ma na nas te 45 minut  kilka razy w tygodniu na sali gimnastycznej.

PS. Takie piękne niebo było dzisiaj rano u mnie. :)

Jakie jest Wasze zdanie na temat w-f?

niedziela, 13 listopada 2016

Wypoczęta i gotowa do działania. :D


Hej! Wreszcie należycie odpoczęłam. :D Wyjątkowo zamiast spotkać się ze znajomymi, siedziałam przez trzy dni w domu, otulona kocykiem, z jedną ręką na myszce laptopa, a w drugiej trzymając kubek gorącej kawy. Dawno nie miałam takiego weekendu i w sumie mam trochę wyrzuty sumienia, bo miałam się przez ten czas uczyć, ale z drugiej strony myślę, że to mi się należało. Tym bardziej, że na kolejne dwa weekendy szykują mi się osiemnastki! <3 A oceny przecież można poprawić. :D Niestety nie zawsze, bo np. u mnie z języka angielskiego nie ma czegoś takiego jak poprawianie ocen, chyba, że się mylę, ale wydaje mi się, że nasz nauczyciel ma taki "system". W tym tygodniu mam trzy sprawdziany (historia, historia i społeczeństwo, j. polski) i jakieś kartkówki, więc nie wiem jak to będzie z blogiem. Postaram się tu zajrzeć chociaż raz w tygodniu, żeby coś naskrobać. Miałam dodać Q&A, ale pojawiło się tylko 6 pytań z tego co pamiętam, więc stwierdziłam, że odpowiem na nie przy okazji innego wpisu. Jeśli macie ochotę możecie jeszcze pod tym postem o coś spytać. :) Z racji, że nie mam czasu wyjść na jakieś zdjęcia itd., zostawiam Wam kilka fotek znalezionych w internecie. :) Mam plan, żeby zacząć dodawać posty typu OOTD, ale nie mogę znaleźć kogoś, kto by mi robił za fotografa, ale może coś się w tej kwestii zmieni. :D Ostatnio zbyt skupiłam się na książkach, bo zaczęłam więcej czytać (jadę 40 min. autobusem do szkoły i tyle samo w drugą stronę, więc znalazłam sobie zajęcie), ale mam nadzieję, że urozmaicę bloga czymś jeszcze. :) Jeśli chcielibyście, żebym coś jeszcze dodała, to piszcie swoje propozycje. Wezmę je pod uwagę. :)

















środa, 9 listopada 2016

Blink-182


Jest to amerykański zespół grający punk rock. Zdecydowałam się napisać o tym zespole, ponieważ mimo tego, że "kojarzyłam" go od X lat, to dopiero niedawno zdecydowałam się posłuchać ich muzyki i zastanawiam się... dlaczego tak późno?!


Obecny skład zespołu:
1. Mark Hoppus – gitara basowa, śpiew
2. Travis Barker – perkusja
3. Matt Skiba – gitara, śpiew

Byli członkowie zespołu:
1. Scott Raynor – perkusja
2. Tom DeLonge – gitara, śpiew

Mark Hoppus

Zespół został utworzony w 1992 roku w San Diego przez Marka Hoppusa i Toma DeLonge. Tom wcześniej grał w zespole Big Oily Men, lecz ten szybko się rozpadł i DeLonge szukał chętnych do grania wraz z nim w nowej grupie.

Travis Barker

DeLonge i Hoppus od razu zaprzyjaźnili się i zaczęli wspólnie grać. Wkrótce dowiedzieli się, że w szkole jest niejaki Scott Raynor, który gra na perkusji.

Matt Skiba

Zespół nagrał swoje pierwsze demo pt. Flyswatter w 1993 roku. Potem było kolejne demo zatytułowane Buddha, na którym znalazło się kilka nowych piosenek, aż w końcu w 1995 zespół nagrał swój pierwszy długogrający krążek Cheshire Cat dla wytwórni Cargo/Grilled Cheese records. W 1997 roku zespół nagrał kolejną płytę – Dude Ranch.

Scott Raynor

Zachęcony sukcesem Blink-182 postanowił odkurzyć stare nagrania, i tak oto w 1998 roku światło dzienne ujrzała reedycja dema Buddha, tym razem wydana już jako pełen album na płycie cd. W roku 1999 grupa atakuje rynek muzyczny świetnym singlem All the Small Things, pochodzącym z najnowszej płyty pt. Enema of the State.

Tom DeLonge

Ogólnoświatowe trasy koncertowe, wywiady, zdjęcia, wystąpienia w TV itp. W roku 2000 zostaje wydany album z wersjami koncertowymi utworów z poprzednich płyt grupy pt. The Mark, Tom and Travis Show. Rok 2001 okazuje się rokiem niezwykle twórczym w karierze muzyków: w czerwcu ukazuje się kolejny longplay Take Off Your Pants and Jacket, który błyskawicznie podbija rynek muzyczny na całym świecie takimi hitami jak The Rock Show czy First Date.


W tym czasie DeLonge zaczyna pisać muzykę zupełnie inną od dotychczasowej i nagrywa płytę z Barkerem, Anthonym Celestino i Davidem Kennedy jako Box Car Racer. W roku 2002 Travis Barker bierze udział w nagraniu płyty Transplants wraz z Armstrongiem i Robem Astonem.


Wreszcie w roku 2003, po dwóch latach przerwy, zespół znów wraca do studia, tym razem już jako trio blink-182, by nagrać swój szósty album zatytułowany po prostu blink 182. Po prawie rocznej przerwie zespół zawiesza działalność na bliżej nie określony czas z inicjatywy Toma DeLonge. Po ogłoszeniu zawieszenia działalności Tom DeLonge założył zespół Angels & Airwaves, natomiast Travis Barker i Mark Hoppus stworzyli +44.


Dnia 8 lutego 2009 roku zespół pojawił się po raz pierwszy publicznie od czasu rozpadu jako prezenterzy na gali rozdania nagród Grammy. Kilka dni przed tym wydarzeniem gitarzysta zespołu Angels & Airwaves, David Kennedy na oficjalnym chacie wypowiedział się na temat powrotu trio, zaznaczając że zespół planuje kontynuować działalność i wydać nowy krążek. Trzy miesiące później zespół zagrał swój pierwszy od czasu rozpadu koncert na żywo, a latem tego samego roku wyruszył w wielką trasę koncertową po całej Ameryce, grając z takimi zespołami jak Panic! at the Disco, Fall Out Boy, Weezer i inne.


W 2010 roku muzycy planowali przyjazd na koncerty do Europy, a już od stycznia wracali do studia, by zająć się w pełni tworzeniem nowego albumu, z którego pierwszy singiel miał nosić tytuł „Up All Night". W 2014 roku od grupy odszedł Tom DeLonge wokalista i gitarzysta zespołu, by poświęcić się swojemu zespołowi AVA.


Najnowszy album studyjny zespołu zatytułowany California ukazał się 1 lipca 2016 roku.


 PS. Stwierdziłam, że fajnie by było zrobić na blogu coś w stylu Q&A, więc zapraszam Was do zadawania pytań w komentarzach, a ja w najbliższym czasie postaram się zrobić post z odpowiedziami. :)

poniedziałek, 7 listopada 2016

Filmowe podsumowanie: październik

1. Rango - Kameleon Rango przybywa do miasteczka na pustyni Mojave i zostaje jego nowym szeryfem.
Pierwszy raz widziałam coś takiego jak animowany western, to było świetne! Dodam, że główny bohater przez cały czas wyglądał na lekko naćpanego... :D Bardzo fajna animacja do obejrzenia po stresującym dniu, można się dużo pośmiać.
Moja ocena: 6/10


2. Django - Łowca nagród Schultz i czarnoskóry niewolnik Django wyruszają w podróż, aby odbić żonę tego drugiego z rąk bezlitosnego Calvina Candie'ego.
Film mówi o niewolnictwie na południu USA. Bohaterowie spotykają się dwa lata przed rozpoczęciem wojny secesyjnej, ale ich przyjaźń przejdzie najcięższą próbę na plantacji psychopatycznego Calvina Candiego zwanej Candyland. Tak bardzo jak nienawidzę westernów, tak ten film był... po prostu dobry.
Moja ocena: 8/10


3. Adrenalina - Pewnego ranka Chev Chelios dowiaduje się, że został otruty. Jedyną rzeczą, która może utrzymać go przy życiu jest produkowana przez organizm adrenalina. 
 Jak wiadomo, aby utrzymać wysoki poziom adrenaliny, nie można siedzieć w miejscu i główny bohater tego nie robi. Scenariusz jest oczywiście prosty i naiwniutki, ale twórcy nie próbują udawać, że chcieli stworzyć wyjątkowo ambitny film. Ale jeśli mam być szczera, pomimo swojej prostoty i tak do mnie w jakiś sposób przemawia.
Moja ocena: 7/10


4. W pogoni za szczęściemFilm oparty na faktach. Chris, samotny ojciec pozbawiony domu, stara się mimo przeciwności losu o posadę w biurze maklerskim.
Film ogląda się dość lekko i przyjemnie. Ale temat nie jest banalny - mamy przecież do czynienia z ojcem samotnie wychowującym dziecko, który nie ma dachu nad głową, a nierzadko także i centa w kieszeni. Momentami miałam łzy w oczach, jest to zdecydowanie jeden z lepszych filmów, które widziałam, mimo swoich niedociągnięć.
Moja ocena: 8/10


5. Nie zadzieraj z fryzjeremZohan, izraelski komandos będący postrachem palestyńskich terrorystów postanawia zrealizować swoje wielkie życiowe marzenie i udaje się do Ameryki, by zostać fryzjerem. 
To dobra komedia, w której Adam Sandler nie tylko stworzył świetną kreację aktorską, ale również był współscenarzystą i producentem. Cała akcja skupiała się na jego postaci i doskonale uniósł on na swoich barkach prawie dwugodzinny film. Filmy należące do tego gatunku oglądam bardzo rzadko, więc w sumie jednak spodziewałam się czegoś więcej.
Moja ocena: 6/10


6. SiedemDwóch policjantów stara się złapać seryjnego mordercę wybierającego swoje ofiary wg specjalnego "klucza".
Dwóch detektywów tropi mordercę. Tym razem przeciwnikiem tego idealnie niedobranego a politycznie hiperpoprawnego duetu jest maniak zabijający ludzi według klucza siedmiu grzechów głównych - na początku policjanci znajdują człowieka, który umarł z przekarmienia, potem zaszlachtowanego prawnika, którego krwią ktoś napisał "chciwość"... Zaintrygował mnie ten klucz, film jak najbardziej wciągający i wart obejrzenia.
Moja ocena: 8/10


7. Wywiad z wampiremHistoria wdowca, który by przestać cierpieć, zostaje przemieniony w wampira. Jego charakter nie pozwala mu zabijać ludzi z zimną krwią, ale nie jest na tyle silny, by wybrać samobójstwo.
Natura wampirów zwykle przedstawiana jest w filmach dosyć płytko. Złe, niedobre, straszliwe, okrutne stworzenia. "Wywiad z wampirem" jest kompletnie inną pozycją, która skradła moje serce (no może oprócz zakończenia).
Moja ocena: 7/10


8. ObecnośćSłynna para badaczy zjawisk paranormalnych zostaje poproszona o pomoc rodzinie, którą terroryzuje potężny demon.
Ostatnio naprawdę trudno trafić na "rasowy" horror z prawdziwego zdarzenia. Ponownie twórcy przedstawiają nam wyświechtany motyw nawiedzonego domu – ileż to już podobnych obrazów grozy mogliśmy zobaczyć – jednak tym razem, jako jeden z nielicznych reżyserów, James Wan potrafi wykorzystać zawarty w zamyśle potencjał nawet w stu procentach. Jest to jeden z niewielu horrorów, z których podczas oglądania naprawdę się bałam, co jest jak najbardziej na plus.
Moja ocena: 7/10


9. Obecność 2Lorraine i Ed Warren udają się do północnej części Londynu, aby pomóc samotnej matce wychowującej czwórkę dzieci, której dom jest nawiedzany przez złośliwe duchy.
Ed i Lorraine Warren odnoszą kolejne sukcesy jako badacze zjawisk nadprzyrodzonych. "Obecność 2" to kolejny horror Jamesa Wana. I tym razem mnie nie zawiódł, uważam nawet, że ta część była minimalnie lepsza od pierwszej.
Moja ocena: 7/10


czwartek, 3 listopada 2016

Albert Camus - "Dżuma"


Autor: Albert Camus
Tytuł: Dżuma
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 200


















"Metaforyczny obraz świata walczącego ze złem, którego symbolem jest tytułowa dżuma, pustosząca Oran w 194... roku. Wybuch epidemii wywołuje różne reakcje u mieszkańców, jednak stopniowo uznają słuszność postępowania doktora Rieux, który od początku aktywnie walczy z zarazą, uznając to za swój obowiązek jako człowieka i lekarza."

Jak rozumieć tytuł utworu?
1. Dżuma jako choroba, która zaatakowała Oran. Lecz jako choroba dżuma oznacza także zarazę, żywioł, który w każdej chwili i nie wiadomo skąd może spaść na społeczność ludzką.
2. Dżuma jako wojna. Jest to znaczenie przenośne, a i wojna jest żywiołem nieco innym niż choroba - jej sprawcami są ludzie. 
3. Dżuma jako zło tkwiące w człowieku. To zło ujawnia się często w chwilach zagrożenia takich jak żywioł lub wojna. 

Z pewnością nie jest to lekka pozycja. Samo zabranie się za nią nie było dla mnie łatwe. Przeczytałam ją głównie ze względu na to, że jest to moja lektura. Wiele osób z mojej klasy, które brały się za czytanie "Dżumy" nie było w stanie przez to przebrnąć. Chwilami myślałam, żeby zostać przy streszczeniach, ale z racji, że przez dobę nie mogłam używać ani telefonu, ani laptopa, stwierdziłam, że czemu by nie spróbować.

Całą powieść rozpoczyna wątek doktora Rieux, który już na samym początku potyka się o martwego szczura, nie zdając sobie sprawy, że ma do czynienia z roznosicielem tytułowej choroby. Uznając ten incydent za mało znaczący wciąga się w wir własnych obowiązków, a szczury z niewyjaśnionych powodów nadal umierają. To co w ciągu dalszych dni zaczyna dziać się z miasteczkiem przekracza wszelkie wyobrażenia pozostałych mieszkańców Oranu.

Historia ta jednak nie odnosi się do samej osoby Bernarda Rieux'a. Mamy okazję do poznania dalszych losów Cottarda, Granda i Ramberta. Poznając problemy i sytuacje reszty bohaterów łatwiej jest nam "wpasować" się w ich położenie. 

Tak jak pisałam wcześniej - nie jest to łatwa książka. Wszystko przez napakowanie jej symboliką. Jest to w zasadzie powieść o głupocie ludzkiej, skażonych umysłach, które dżuma wydobywa tylko na światło dzienne. Sposób grzebania ciał - w "Dżumie" wręcz uchodził za bezczelny, ale mimo to życiowy - identycznie "chowano" zmarłych w okresie wojennym.

Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego ta pozycja jest w takim stopniu piętnowana i przez moich rówieśników, jak i starszych czytelników. Choć przyznam, że czasem ciągnące się niemiłosiernie, dwustronicowe opisy mogły skutecznie zrażać do siebie. 

Podobał mi się bardzo właśnie ten filozoficzny i dramatyczny charakter powieści. Historia ta jest ponadczasowa, przez co również diametralnie wzmacnia się jej wymowa. 

Podsumowując jest to książka trudna, ale naprawdę godna polecenia. Ja niestety nie jestem osobą, która lubuje się w takich książkach, więc też nie jestem w 100% usatysfakcjonowana. Myślałam jednak, że nie dam rady przez nią przebrnąć, ale udało mi się! :)

Cytaty:

Ale zawsze nadchodzi godzina w historii, kiedy ten, co ośmiela się powiedzieć, że dwa i dwa to cztery, jest karany śmiercią.

Świat bez miłości jest martwym światem i zawsze przychodzi godzina, kiedy człowiek zmęczony błaga o twarz jakiejś istoty i o serce olśnione miłością

Każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka.

Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika (...) nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście.

Nic na świecie nie jest warte, żeby człowiek odwrócił się od tego, co kocha. A jednak ja także się odwracam, sam nie wiedząc dlaczego.

Pytanie: co robić, by nie tracić czasu? Odpowiedź: doświadczać go w całej jego rozciągłości. Środki: spędzać dni w przedpokoju u dentysty na niewygodnym krześle; przesiadywać na balkonie w niedzielne popołudnie; słuchać wywiadu w języku, którego się nie rozumie; wybierać najdłuższe i najmniej wygodne marszruty kolejowe i jechać oczywiście na stojąco; stać w kolejce do okienka, gdzie sprzedają bilety do teatru, i nie wykupić biletu itd., itd.

Na świecie było tyle dżum, co wojen. Mimo to dżumy i wojny zastają ludzi zawsze tak samo zaskoczonych.

Dżuma odebrała wszystkim siłę miłości, a nawet przyjaźni, trzeba to powiedzieć. Miłość bowiem żąda odrobiny przyszłości, a myśmy mieli tylko chwile

Skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że się nie wierzy w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.

Najbardziej rozpaczliwym występkiem jest niewiedza, która mniema, że wie wszystko, i czuje się wówczas upoważniona do zabijania.

ludzi zatrzymuje przy nas tylko nasza wola; - przestańcie pisać albo mówić, zostańcie sami, a zobaczycie, jak wokół was topnieją - większość odwróci się plecami (nie ze złości, ale z obojętności), reszta zaś zawsze ma w pogotowiu możliwość zajęcia się czym innym; kiedy więc uświadomicie sobie ile przypadku, gry, okoliczności jest w tym, co nazywa się miłością czy przyjaźnią, wówczas świat powraca do swej nocy, a my do tego wielkiego zimna, skąd czułość ludzka wydarła nas na chwilę.

(...)przypisując zbyt wielkie znaczenie pięknym czynom, składa się pośrednio hołd złu. Pozwala się bowiem wówczas przypuszczać, że piękne czyny mają tak wysoką cenę dlatego, że są rzadkie, gdy niegodziwość i obojętność bywają znacznie częściej motorami działań ludzkich.

Zniecierpliwieni teraźniejszością, wrogowie przeszłości, pozbawieni przyszłości, przypominaliśmy tych, którym sprawiedliwość lub nienawiść ludzka każe żyć za kratami.

I tak osiadając na mieliźnie w pół drogi do tych przepaści i szczytów, trzepotali się raczej, niż żyli, wydani dniom bez kierunku i jałowym wspomnieniom - błąkające się cienie, które wtedy tylko mogły nabrać siły, gdy zapuszczały korzenie w ziemię swych cierpień

Każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka.

Ta rozłąka, brutalna, jednoznaczna, bez możliwej do przewidzenia przyszłości, pozostawiała nas zbitych z tropu, niezdolnych do reakcji na wspomnienie tej obecności jeszcze tak bliskiej, a tak już dalekiej, która wypełniała teraz nasze dni.

Moja ocena: 6/10