piątek, 16 czerwca 2017

KRAKÓW


Byłam w tym mieście dopiero trzeci raz w swoim życiu. Za każdym razem była to wycieczka szkolna. W sumie nie zdziwiło mnie to, że nie zobaczyłam wiele nowych rzeczy. Niestety nie wszystko poszło po mojej myśli, ponieważ nie mam zbyt wielu zdjęć z tych trzech dni. Znaczy się... mam, ale na większości wcięli mi się moi znajomi, więc stwierdziłam, że takie fotografie sobie odpuszczę. :)

Pierwszego dnia byliśmy w Kazimierzu, jest to żydowska dzielnica Krakowa. Obecnie stanowi jedną z ważniejszych atrakcji turystycznych Krakowa, jest też ważnym centrum życia kulturalnego miasta. Najważniejszymi miejscami, które miałam okazję zobaczyć była Synagoga Remuh i Cmentarz Remuh. Mieliśmy również trochę czasu wolnego, poszliśmy coś zjeść i spacerowaliśmy. Ilość turystów była ogromna. Prawie wcale nie słyszałam tam polskiego języka, naprawdę.


Drugiego dnia, wszyscy bardzo zmęczeni i niewyspani, ruszyliśmy znów zwiedzać. Tym razem zwiedzaliśmy Wawel i Stare Miasto. Najwięcej czasu spędziliśmy zwiedzając Bazylikę archikatedralną św. Stanisława i św. Wacława w Krakowie. Szczerze mówiąc, to nie słyszałam prawie nic z tego co mówiła pani przewodnik. Były tam tłumy, trzeba było się przeciskać, żeby nie zgubić swojej grupy. Byłam już wcześniej w tej bazylice, jednak takich tłumów nie zapamiętałam. A te tłumy przyczyniły się do tego, że było mi okropnie duszno, więc niestety nie wspominam zbyt miło tej części zwiedzania. No i oczywiście skoro bazylika, to i na koniec Wieża Zygmuntowska. Dotykając dzwonu, zostawiłam tam swoje marzenie i liczę na to, że się spełni. :) 







Miałam również okazję podziwiać krużganki z dziedzińca zamkowego. 



Zaś jeśli chodzi o Stare Miasto, budowlami, które najbardziej mi zapadły w pamięci są: Kościół św. Andrzeja, Kościół św. Franciszka z Asyżu i oczywiście Kościół Mariacki.




Ostatniego dnia naszego pobytu w Krakowie wybraliśmy się zobaczyć obraz Leonarda da Vinci "Dama z gronostajem" w Muzeum Narodowym. Szczerze mówiąc, jestem zachwycona tym obrazem. Nie znam się jakoś specjalnie na sztuce, jednak kiedy zobaczyłam ten obraz na własne oczy, miałam ciarki i gęsią skórkę. Nie mogłam od niego oderwać wzroku. W taki sposób pożegnaliśmy Kraków. Zahaczyliśmy również o Wadowice. Byliśmy tam bardzo krótko, ponieważ chcieliśmy już wracać do domów, więc korzystając z wolnej chwili skoczyłam z koleżankami po kremówki. :)


Jestem bardzo zadowolona z wyjazdu, jednak mogliśmy pojechać na cztery dni. Zobaczylibyśmy więcej i nie gonilibyśmy tak, jak to było teraz. W dodatku drugiego dnia upały nie odpuszczały ani na moment... 

PS. Pod poprzednim postem znalazło się bardzo mało pytań na Q&A, możecie je zadawać również tutaj. W wolnej chwili stworzę taki post, jednak najpierw muszę nadrobić moje zaległości. :)

niedziela, 4 czerwca 2017

MOŻE BY TAK Q&A?

Ostatnio nawet nie miałam czasu, żeby zerkać na Wasze blogi. Wiem, że mało kiedy tutaj piszę, ale staram się jak najczęściej do Was zaglądać. Niestety zbliża się koniec roku szkolnego, co za tym idzie? Nauczyciele oszaleli, kartkówka za kartkówką, sprawdziany, w tym tygodniu pisałam jeszcze diagnozy z matematyki, j. angielskiego i j. polskiego. Teraz wreszcie mogę odpocząć... nie, nie mogę, bo powinnam robić stronę internetową na informatykę, ale ciii... :) W każdym bądź razie plus jest taki, że jadę na wycieczkę do Krakowa, więc oderwę się na chwilę od tego wszystkiego po to, żeby w czwartek wrócić do szkoły i na szybko poprawiać oceny. :) Postaram się przygotować dla Was jakąś fotorelację z tego wyjazdu i przy okazji w najbliższym poście pochwalę się co dostałam na urodziny, które obchodziłam 1 czerwca. :D Piszę do Was tak na szybko, nie przygotowałam nic szczególnego na ten dzień, po prostu trochę stęskniłam się za pisaniem tutaj. Rzuciłam na wpół spakowaną walizkę w kąt i usiadłam przed laptopem. :) Z racji mojej słabej aktywności zapraszam do zaglądania na mojego instagrama (xx_paulix) i snapchata (piczes798). Tam odzywam się o wiele częściej. :) Możecie zostawić mi w komentarzach swoje nazwy, z chęcią Was pododaję. :D

Wpadłam również na pomysł, żeby zrobić małe Q&A, żebyście mogli mnie lepiej poznać. Jeśli macie jakieś pytania, możecie zadawać je pod tym postem, jeśli będzie ich wystarczająco dużo, to postaram się zrobić jeszcze taki post.

Tymczasem ja idę kończyć pakowanie i powoli będę zbierać się do spania. Do następnego. :)


















niedziela, 21 maja 2017

ENGLISH MATTERS

English for beginners" - język angielski dla początkujących

Artykuły w tym wydaniu specjalnym nie są trudne, jak widzimy na okładce, są przeznaczone dla początkujących. Jeśli zaś jesteście osobami, które mają bardzo dobrze opanowany język angielski, nie ma przeciwwskazań, byście również mogli sięgnąć po to wydanie. W środku znalazłam wiele interesujących artykułów. Znajdziecie tutaj wiele ciekawostek, znajdziecie artykuły m. in. o: Adele, "Teen Wolf" i o Snapchacie. Artykuły są krótkie, bardzo przyjemnie się je czyta. W gazecie co kilkanaście stron znajdziecie ćwiczenia, co moim zdaniem też jest świetne, bo można sobie przypomnieć i utrwalić niektóre rzeczy. W skrócie: jestem na tak!




English Matters - numer 64

Znajdują się tu artykuły poświęcone wymarzonej pracy i wykształceniu, ale nie tylko. Z największą ciekawością przeczytałam chyba "Hate Speech", czyli mowa nienawiści. Było to bardzo interesujące. Choć za historią nie przepada, to artykuł autorstwa Davida Inghama pt. " Proud to Be British" zwrócił moją szczególną uwagę. A co w tym artykule? Wynalazki Brytyjczyków! Moje wielkie uznanie zdobył również "Blissfully Blended Words", w artykule znajdziemy słowa, które powstały w wyniku połączenia dwóch innych, np. sitcom = situational + comedy. :)



Serdecznie zapraszam do zaznajomienia się z tymi magazynami, jeśli jeszcze nie mieliście okazji. Jeszcze nie zawiodłam się na tej firmie. Jak zwykle artykuły ciekawe, ilustracje przyjemne dla oka, a dawka nowych słówek nikomu nie zaszkodzi. :)

poniedziałek, 8 maja 2017

LASTING FINISH 25H FOUNDATION


Hej! Wiem, że jak zwykle długo mnie nie było, za rzadko piszę tutaj, ale niestety liceum trochę mnie pochłania. Tym razem dla odmiany pochłonęła mnie majówka. Z racji, że jutro już wracam do szkoły, postanowiłam tutaj zawitać z czymś nowym. Przygotowałam dla was recenzję podkładu Rimmel Lasting Finish 25H. Będę mówić o odcieniu 010 light porcelain.

Opis produktu

Rimmel Podkład Lasting Finish 25 Hour Foundation to trwałość do 25 godzin. Nowa formuła z Mineral Complex pomaga w rewitalizacji i ponownie ożywia przepracowaną skórę. Brak oznak zmęczenia, makijaż na całe 25 godzin. zapewnia sprawne lekkie pokrycie. Lasting Finish 25 Hour Foundation zawiera nawilżający system Aqua Primer więc skóra jest nawilżona i czuje się komfortowo przez cały dzień. Skóra staje się pobudzona, nawilżona a kolor pozostaje wierny.


Kupiłam go całkiem niedawno z desperacji spowodowanej brakiem jasnego podkładu. Sprawdziłam w sklepie tester - jasny! biorę! Zaraz po zakupie myślałam, że mogę tego pożałować, jednak na szczęście moje obawy szybko się rozwiały. Bałam się głównie dlatego, że zawsze używałam podkładów typowo matujących, ze względu na to, że jestem posiadaczką cery mieszanej, a ten podkład do takich nie należy. Drugą moją obawą było to, że chociaż to był najjaśniejszy podkład jaki do tej pory miałam, to i tak myślałam, że może być za ciemny.

Niestety na opakowaniu nie ma informacji o składzie. Szklana buteleczka wyposażona jest w pompkę, która jest świetnym, higienicznym rozwiązaniem, więc zdecydowanie na plus. Podkład ma dość gęstą konsystencję, co mi na początku odrobinę przeszkadzało przy nakładaniu, ponieważ byłam przyzwyczajona do bardziej lejących się, jednak przyzwyczaiłam się do tego i teraz nie sprawia mi to żadnego problemu. Dobrze nakłada się go i palcami, i gąbeczką. Posiada dość przyjemny, delikatny zapach, który wyczuwam tylko i wyłącznie podczas aplikacji. Jeśli chodzi o krycie, jest ono moim zdaniem średnie. Spodziewałam się czegoś lepszego, jednak drobne niedoskonałości jest w stanie zakryć. Ładnie wyrównuje koloryt skóry. Nie daje tzw. "efektu maski" na twarzy. Jeśli chodzi o jego trwałość, to nie jestem do końca zadowolona (z resztą niemożliwym raczej jest by wytrzymał w nienaruszonym stanie na buzi przez podane 25h :)). Zawsze przypudrowuję twarz po nałożeniu podkładu i czasem dokonuję małych poprawek w ciągu dnia. Ostatnio miałam taką małą przygodę, kiedy chciałam się ponownie przypudrować, przejechałam delikatnie pędzlem w okolicy nosa, cały podkład w tym miejscu zniknął z mojej twarzy. Jednak jestem mu w stanie to wybaczyć, po prostu wiem, że muszę się jeszcze delikatniej z tym obchodzić. Posiada różowe tony i chyba też dlatego tak go polubiłam. Nie podkreśla suchych skórek, co jest moim zdaniem dużym plusem. Zaraz po nałożeniu go na twarz jest lekko lepki, jednak nie jest to dla mnie uciążliwe, ponieważ jak już wspominałam - puder. :) Podczas dnia daje mi uczucie lekkiego nawilżenia twarzy. W Rossmannie kosztuje ok 40zł, jednak można go ucapić gdzieś taniej.


Moja ocena: 4/5

sobota, 22 kwietnia 2017

Dzień Ziemi


Dzień Ziemi lub też Międzynarodowy Dzień Ziemi to coroczne wydarzenie obchodzone w celu promowania ochrony środowiska, rozszerzania świadomości ekologicznej i życia w zgodzie z naturą.


Dzień Ziemi, znany też jako Światowy Dzień Ziemi lub Międzynarodowy Dzień Ziemi – akcje prowadzone corocznie wiosną, których celem jest promowanie postaw ekologicznych w społeczeństwie. Na obchody składa się zwykle wiele wydarzeń organizowanych przez różnorodne instytucje. 


Dzień Ziemi obchodzony jest w momencie równonocy wiosennej na półkuli północnej, czyli w dniu równonocy jesiennej na półkuli południowej. Równonoc wiosenna w starożytnych kulturach rolniczych wiązała się ze świętem rodzącego się życia. Niezależnie od wyznawanej wiary czy przynależności etnicznej, wszyscy przedstawiciele Homo sapiens dzielą między siebie tę samą planetę, która - według organizatorów Dnia Ziemi - jest naszym wspólnym dobrem. Pierwszy raz Dzień Ziemi został ogłoszony 21 marca 1970 r. przez burmistrza San Francisco, Josepha Alioto. Niezależnie od tego w 2009 roku dzień 22 kwietnia został ogłoszony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, jako Międzynarodowy Dzień Matki Ziemi. 

Dzień Ziemi w USA

W styczniu 1970 roku propagatorzy z nurtów proekologicznych postanowili nazwać organizowane 22 kwietnia akcje również Dniem Ziemi. Nelson postanowił wykorzystać aktywność studentów z okresu lat 70., aby nadać akcji nową jakość.

W latach 70. aktywność polityczna studentów budziła żywe zainteresowanie mediów. W efekcie ponad 20 milionów przedstawicieli młodzieży wzięło udział w szeregu akcji na terenie całych Stanów Zjednoczonych.

Z czasem liderzy, którzy wypromowali Dzień Ziemi, przyjęli bardziej pragmatyczne stanowisko. Krytycy współczesnego Dnia Ziemi podkreślają, że został on strywializowany, a większości współczesnych mieszkańców USA kojarzy się z 30-sekundową migawką w telewizji pokazującą dzieci szkolne zbierające śmieci lub sadzące drzewka.

Jako przykład rozmieniania idei na drobne, krytycy podawali obchody 30. rocznicy pierwszego Dnia Ziemi w roku 2000 w USA. Hayes wybrał na rzecznika akcji aktora DiCaprio. Niektórzy krytycy wytknęli urodziwemu idolowi nastolatek, że swoją męskość lubi podkreślać ogromnym samochodem terenowym, który produkuje znacznie więcej spalin, niż pojazd osobowy.


Coroczny temat i program Dnia Ziemi związany jest z ważnym dla środowiska i przyrody zagadnieniem. 

Co myślicie o tym dniu?

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Tim Pegler - "Był sobie Ned"


Autor: Tim Pegler
Tytuł: Był sobie Ned
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 206











"Optymistyczna w wymowie powieść o dwojgu wrażliwych nastolatkach, stawiających czoło brutalnemu życiu, napisana w formie ich pamiętników. Ned ma siedemnaście lat, jest niezwykle inteligentnym chłopcem, ale nie odzywa się i tłumi emocje. Rok młodsza Erin pochodzi z trudnej rodziny i przeżyła już aż za wiele. Straszne wydarzenie sprawi, że oboje popadną w kłopoty i będą mogli liczyć tylko na siebie nawzajem. Lecz wielka przyjaźń, przeradzająca się w miłość, potrafi przenosić góry, dać wielką siłę i pokonać strach..."

Lektura jest cienka. Krótka, treściwa z przekazem. Przeczytałam ją za jednym razem. Historia dwojga młodych ludzi, którzy muszą sobie poradzić w brutalnym świecie. Książka ucząca tolerancji, z mądrym przekazem. Każdy z nas jest wartościowy i tylko głupcy oceniają się po pozorach nie próbując poznać swoich zalet. Obrzydliwie okazała brutalność naszego świata, niegościnność dla takich osób jak Ned. Poruszająca i niezwykła historia. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.  Pegler spisał się na medal. Jedna z pierwszych książek, która dała mi do myślenia, która skłoniła do innego patrzenia na świat. Naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Polecam.

Moja ocena: 6/10

sobota, 25 marca 2017

Avon Cherish


"Pozwól rozkwitnąć swojej kobiecości wraz z delikatnym aromatem kwiatów wiśni, szlachetnością piżma i ciepłem kremowych nut drzewnych."

Kategoria: kwiatowo - owocowo - drzewna

Nuty zapachowe: kwiaty wiśni, piżmo, kremowe drewno sandałowe.



Perfumy mają przepiękny zapach, który jest dość intensywny. Myślę, że można takie perfumy zakupić, żeby co jakiś czas sprawić sobie trochę przyjemności i umilić życie takim lekkim kwiatowym akcentem. Bardzo miły i radosny zapach. Nie czuję w nim wiśni i to ani trochę, ale piżma też nie, więc kompozycja musi być udana, skoro nie jest taka oczywista i powtarzalna. Baza z drzewa sandałowego dodaje lekko orientalnego aromatu. Urzekł mnie od razu jak go poczułam, jak na Avon całkiem fajny zapach. Nie ma w nim nic mdlącego, ani kontrowersyjnego. Kiedy już do nich przywykłam zauważyłam, że zapach szybko się ulatnia i praktycznie go nie czuć.Zapach nie utrzymuje się na skórze zbyt dobrze, kilka godzin i rozpływa się w powietrzu. Gdybym dostała ten zapach w prezencie nie obraziłabym się. W sumie fajny na wiosnę i lato. 

Moja ocena: 3/5

sobota, 18 marca 2017

#1 Filmy


Doszłam do wniosku, że zrezygnuję z dodawanie podsumowań co miesiąc, bo jak może niektórzy z was zauważyli, ostatnie takie pojawiło się na koniec listopada. Zaś doszłam do wniosku, że od czasu do czasu, będę dodawać tutaj moje krótkie oceny dziesięciu filmów, które obejrzałam w ostatnim czasie. :)

1. Pan życia i śmierci - Jurij Orłow, będąc świadkiem morderstwa, zostaje handlarzem bronią. Prowadząc swoją działalność, nieustannie ucieka przed agentem Interpolu, Jackiem Valentinem.
Krok po kroku wprowadzani jesteśmy w tajniki trudnego i męczącego fachu jakim jest handel bronią. Celem zobrazowania świata, w którym prowadzi swoje interesy Orłow, twórcy filmu odtworzyli wojenną scenerię dbając nawet o tak niewielkie detale jak łuski po nabojach skrzętnie pokrywające miejsca walk. Nie jest to mój ulubiony gatunek, jeśli chodzi o filmy, niemniej jednak jest on ciekawy i godny polecenia fanom takiej tematyki.
Moja ocena: 7/10

2. Życie Pi - Podczas morskiej podróży z Indii do Kanady tonie statek. Nastoletniemu Pi udaje się przetrwać na niewielkiej łodzi.
Przez długi czas chciałam obejrzeć ten film i kiedy wreszcie się zdecydowałam - lekko się zawiodłam. Wokół tego filmu, jak i książki, był swego czasu wielki szum i jeśli mam być szczera, nie wiem dlaczego. Owszem, wzruszyłam się, jednak nie należę do osób, które wylewają hektolitry łez podczas seansu, ale nie mogę też karać filmu za to. :)
Moja ocena: 7/10

3. Brzydka Prawda - Chcąc udowodnić swoje szowinistyczne teorie, Mike namawia Abby, aby z nowym chłopakiem postępowała według jego porad. 
Zdesperowana Abby korzysta z pomocy Mike'a i słucha go pilnie przez całe ranki, ponieważ chce poderwać przystojnego lekarza. Oczywiście jest to komedia romantyczna, więc chyba nie jest ciężko przewidzieć jak ta historia się potoczy. Mimo swojej przewidywalności, bardzo fajny film do obejrzenia w nudny wieczór.
Moja ocena: 7/10

4. Straszny Film - Grupa przygłupich nastolatków musi uciekać przed seryjnym mordercą.
5. Straszny Film 2 - Grupa nastolatków zostaje zwabiona i zamknięta w nawiedzonym domu.
Tych dwóch filmów raczej nie muszę nikomu przedstawiać, bo nawet jeśli ktoś nie oglądał, to najprawdopodobniej kojarzy, więc wszyscy wiemy, że szału nie ma. Oglądałam je już kilka razy, ostatnio z koleżanką, żeby się pośmiać. I wydaje mi się, że w sumie o to chodzi. Po to są takie głupie filmy, żeby przy nich śmiać. Nie byłam na etapie śmiechu, w którym ciężko mi złapać oddech, jednak nie narzekam. Części jest 5, o ile się nie mylę, więc musiały przynosić gigantyczne dochody, jeśli twórcy chcieli dalej je tworzyć. :)
Moja ocena: 6/10
 

6. Naznaczony - Po upadku z drabiny chłopiec traci przytomność. Będąc w śpiączce, wchodzi do świata umarłych.
Typowy horror, który nie wyróżnia się tak naprawdę niczym specjalnym, jednak ma w sobie to "coś". Nie wiem naprawdę co mogę więcej o nim powiedzieć. Jestem fanką horrorów, więc ciężko, żeby mi jakiś nie przypadł do gustu.
Moja ocena: 6/10

7. Pakt Milczenia - Czterech młodych mężczyzn pochodzących z rodu czarownic stawia czoła piątemu potomkowi, aby zachować swoją tajemnicę.
Trzeba przyznać, że pomysł na film był genialny, ale nie został w pełni wykorzystany. Twórcy nasuwają nam więcej pytań niż odpowiedzi, lecz w miarę rozwoju akcji za szybko dowiadujemy się kto jest głównym przeciwnikiem naszych protagonistów, zaś wyjaśnienie całego konfliktu pada mniej więcej w połowie produkcji. Szkoda, że scenarzyści nie zechcieli potrzymać nas w niepewności do samego końca, zapewne dzięki temu obraz byłby jeszcze lepszy, zaś napięcie nie opuszczałoby nas ani na sekundę. 
Moja ocena: 6/10

8. Koralina i tajemnicze drzwi - Dziewczynka znajduje w swoim domu ukryte drzwi. Prowadzą one do innego świata, gdzie wszystko wydaje się ciekawe i kolorowe. 
Małoletnia bohaterka przechodzi właśnie "ciche dni" z zapracowanymi rodzicami, więc perspektywa przeżycia przygody w alternatywnej rzeczywistości jest dla niej całkiem atrakcyjna. Gatunek filmu określony jest jako "animacja, familijny, fantasy" jednak ja bym określiła go mianem takiego... lekkiego horroru. Uwielbiam animacje tego typu, które nie są przesłodzone, są wciągające, momentami straszne... kompletnie mój klimat.
Moja ocena: 7/10

9. Ruchomy zamek Hauru - Sophie, zmieniona przez czarownicę w staruszkę, trafia do dziwnego zamku należącego do czarodzieja Hauru. Spotkany w nim demon składa jej pewną propozycję.
Film opowiada historię Sofie, pospolitej dziewczyny, która wplątana zostaje w niezwykłą intrygę. Sofie, chcąc znaleźć lek na swoją klątwę, opuszcza po kryjomu dom, a my wraz z nią wyruszamy w podróż po świecie usłanym symboliką. Największą zaletą filmu jest ogromny świat, wykreowany z niezwykłą precyzją przez reżysera, okraszony zachwycają stroną wizualną.
Moja ocena: 8/10

10. Wielka Szóstka - Młody geniusz Hiro Hamada wraz ze swoim robotem Baymaxem zostaje uwikłany w plan zniszczenia miasta San Fransokyo. 
Akcja filmu rozgrywa się w San Fransokyo, fikcyjnym mieście będącym – zgodnie z nazwą – futurystycznym połączeniem San Francisco i Tokio: Golden Gate Bridge prowadzi tu do miasta pełnego stromych wzgórz, neonów i wieżowców otoczonych drzewami kwitnącej wiśni. Na początku chłopak rozmienia talent na drobne, biorąc udział w nielegalnych walkach robotów, ale wkrótce okaże się, że aspołeczny nerd może wykorzystać swoje umiejętności dla dobra ogółu. Jak dla mnie ta animacja jest kompletnym hitem, ma: energię, humor, świeżość i bohaterów, za których trzyma się kciuki.
Moja ocena: 7/10